Bardzo dobre śniadanie (szwedzki bufet) w pięknym salonie we dworze: pieczywo, wędliny, sery (żółty, biały), warzywa, owoce, dżemy, coś słodkiego na deser. Na ciepło: jajecznica, parówki, pieczarki. Soki, woda, herbata, kawa (przelewowa, więc Ci, co uznają jedynie tę z ekspresu, mogą być nieco zawiedzeni).
Generalnie: uczta dla oczu i żołądka :-)
W naszym pokoju (w budynku sąsiadującym z dworem) była również mała kuchnia (czajnik, lodówka, zlewozmywak, pojedyncza płyta el. do gotowania, dobre wyposażenie w różne kuchenne utensylia: naczynia, sztućce, kubki, talerzyki, szklanki, miseczki, itp.). Był też płyn do mycia naczyń i kuchenne ściereczki. Wystarczająco duża łazienka, dobre ciśnienie wody, spore lustro i suszarka do włosów, którą można używać także poza łazienką (osobiście nie lubię tych hotelowych, montowanych na stałe do ścian). Grube mury zewnętrzne budynku były doskonałą izolacją i żadna klimatyzacja nie była potrzebna. Pokój przestronny, łóżka wygodne, spora szafa. Na zewnątrz budynku wyodrębnione miejsce z krzesłami, stolikiem i miejscem do grillowania.
Do dworu należy spory ogród i stary park, zachęcające do spacerów, są miejsca odpoczynku (altana, ławki, krzesła) czy nawet rozpalenia ogniska oraz ciekawy łąkowy labirynt z niespodziankami. Jest też ariańska kaplica odnowiona staraniem i wysiłkiem właścicieli (podobnie jak wszystkie budynki, w tym dwór - i ogromny szacunek Im za to, bo to porządny kawał historii). Wokół posiadłości znajdują się pola uprawne, do których prowadzą stare drogi obsadzone gdzieniegdzie m. in. drzewami owocowymi (śliwy, dzikie jabłonie i grusze, krzewy tarniny). Cudnie było wstawać wcześnie rano (choć w dni "robocze" zwykle jest z tym problem :-)) i wraz z pierwszymi promieniami słońca iść na poranny spacer między polami. Wokół była jeszcze cisza, czasami gdzieś w oddali zaszczekał pies, a w odległości kilku kroków przebiegło stado saren.
Właściciele i pracownicy bardzo życzliwi dla gości.