Pojechaliśmy w Bieszczady, szukając miejsca, w którym będzie spa, a przede wszystkim sauna. To właśnie sauna była głównym powodem, dla którego wybraliśmy ten obiekt. Niestety, po przyjeździe okazało się, że sauna od tego weekendu jest nieczynna, ponieważ przechodzi remont. Na stronie nie było o tym żadnej informacji. Na miejscu powiedziano nam, że rozbudowują strefę spa i za dwa tygodnie ma być gotowa, z dodatkową grotą solną – tylko co nam z tego, skoro mieszkamy daleko i przyjechaliśmy właśnie na relaks z sauną?
W pokoju było zimno, a po odkręceniu grzejników musiało minąć kilka godzin, zanim zrobiło się cieplej. Nie wiem, czy w tygodniu po prostu nie grzeją, czy to kwestia awarii, ale komfortu to nie zapewniało.
Zgodnie z opisem miał być widok na góry – może z restauracji coś widać, ale z naszego pokoju nie bardzo.
Czystość pokoju była w porządku, ale widać, że pokoje potrzebują odświeżenia.
Mieliśmy wykupiony pobyt na dwie noce ze śniadaniem w cenie. Obiady lub kolacje można było kupić w restauracji, więc wybraliśmy się raz. Niestety, czekaliśmy na posiłek ponad dwie godziny, mimo że zajęte były tylko cztery stoliki. Dobrze, że nie byliśmy bardzo głodni.
Po tym doświadczeniu dalszy pobyt stołowaliśmy się już w innych miejscach, które naprawdę możemy polecić – Zajazd pod Caryńską oraz Kwestia gustu – Bilanówka.
Co do śniadań, nie mam zastrzeżeń. Trudno zepsuć śniadanie – były serki, wędliny, jajka, pasty, jajecznica, parówki, a do tego soki (pomarańczowy i jabłkowy), herbata (czarna i owocowa) oraz kawa. Klasyczny zestaw, w porządku.
Nie wiem, skąd ten obiekt ma tyle pozytywnych opinii – być może od osób, które organizują tu przyjęcia. Niestety my również trafiliśmy na taką imprezę i dla nas oznaczało to tylko hałas, brak miejsc na parkingu i głosy gości z przyjecia oraz grających w bilard.
Podsumowując – spodziewaliśmy się relaksu i komfortu, a dostaliśmy chłodny pokój, niedziałającą saunę i hałas.